Stoję w korku, sytuacja normalna dla Warszawy nie tylko w godzinach szczytu. Słyszę wycie syreny jakiegoś pojazdu ratowniczego, rozglądam się odruchowo, szukając charakterystycznych niebieskich lamp. Jest. To karetka reanimacyjna. Część kierowców natychmiast zjeżdża na boki - na tyle, na ile to możliwe -by umożliwić przejazd karetce. Jeśli nie potrafią znaleźć innej motywacji dla takiego zachowania, pewnie myślą o tym, że kiedyś taka karetka może wieźć jednego z nich. I to jest w porządku.
Ale parę samochodów nadal stoi karetce na drodze. W jednym starszy pan rozgląda się niezdarnie i nadal nie widzi błyskającego niebieskimi lampami Sprintera, opartego niemal o tylny zderzak jego samochodu. Zatrzymał się oczywiście na lewym pasie. Może był kiedyś agentem tajnych służb i wydaje mu się, że należą mu się przywileje? Kierowca karetki, w której być może umiera dorosły człowiek, może dziecko, z rozpaczą szuka alternatywnej drogi przez samochodowy labirynt. Ktoś trąbi na emeryta, ten wreszcie zauważa karetkę i "żabką" (stara szkoła, nie umie używać wszystkich przełożeń w skrzyni biegów i nadrabia ślizgającym się sprzęgłem) wjeżdża na krawężnik. Uff.
Sprinter zmienia ton syreny i przesuwa się o kilka metrów. Przed nim samochód, który kiedyś wyjechał z fabryki w Wolfsburgu jako Golf. Teraz składa się ze szpachli, neonowych lampek i spoilera, który zapewne świetnie dociska go do drogi powyżej 300 km/h. Kierowca nie siedzi w nim, tylko leży, i na dodatek jest w charakterystyczny sposób pochylony ku osi podłużnej samochodu - pewnie, biedaczek, nie odkrył jeszcze regulacji balansu w radioodtwarzaczu i szuka w ten sposób idealnej stereofonii. Dudnienie basu słyszę w swoim samochodzie, odnoszę nawet złudzenie, że słyszę trzask pękającej szpachli poliestrowej. Ani drgnie, nie słyszy karetki i ze swojej leżącej pozycji (która, być może, ukrywa nikczemny wzrost) jej nie widzi. Mijają sekundy.
Kierowca stojącego obok auta opiera się o włącznik klaksonu, po czym uchyla szybę i wysyła w stronę melomana wiązankę soczystej, ojczystej mowy. Pomaga. Były Golf zjeżdża na bok, wlokąc po asfalcie końcówkę układu wydechowego, o średnicy większej niż komin Queen Mary. Karetka przejeżdża przez korek. Łapię się na tym, że dłonie mi drżą z wściekłości. Jeżeli ktoś jest na tyle ślepy i głuchy, by w ruchu drogowym nie dostrzec z takiej odległości karetki na sygnale, to przecież nie powinien w ogóle mieć prawa jazdy, nieprawdaż?
Tym, którzy nie przepuszczają pojazdów ratowniczych, ścigają się z nimi, albo zajeżdżają im z premedytacją drogę, życzę, by wtedy, gdy któremuś z nich zdarzy się wypadek, i zawodowcy będą go ratować, nie spotkał na swojej drodze ani jednego takiego matoła jak on sam. W przeciwnym razie jest bez szans. Choć... z punktu widzenia teorii Darwina to może byłoby lepiej.
Artykuł pana Piotra R. Frankowskiego
Źródło: onet.pl
Powiem Wam z doświadczenia.. Bo kilka razy prowadziłem takiego sprintera. Największym problemem są ludzie bez wyobraźni, którzy fakt zjadą z drogi, ale nie tam gdzie trzeba. Wtedy jest płacz, bo zjechał, ale i tak zablokował.
Taka rada ode mnie.. nie zjeżdzajcie do osi jezdni, tylko na pobocze. W przypadku 2 lub więcej pasw w jednym kierunku, zawsze zostawiajcie oś jezdni czystą. Nie macie pojęcia jak ciska pacjentem i ekipą po karocy w trakcie objeżdżania slalomem skrzyżowania. W przypadku towarzystwa panów z symbolem <R> mandacik murowany
Mnie sie bardzo czesto to zdaza i wtedy nie oszczedzam klaksonu bardzo wqrwia mnie opieszalosc innych kierowcow i strach przed przejechaniem np za sygnalizator z czerwonym swiatlem by ustapic miejsca karetce. Kierowcy karetek musza miec stalowe nerwy
ADM jako że w Newsach temat pojawił się wczesniej pozwoliłem sobie scalic oba w jeden
_________________
Every man dies... But not every man really lives...
Ostatnio zmieniony przez nokerman 2007-02-28, 22:57, w caoci zmieniany 1 raz
Mnie sie bardzo czesto to zdaza i wtedy nie oszczedzam klaksonu bardzo wqrwia mnie opieszalosc innych kierowcow i strach przed przejechaniem np za sygnalizator z czerwonym swiatlem by ustapic miejsca karetce. Kierowcy karetek musza miec stalowe nerwy
Smutna prawda...Sam niejednokrotnie widziałem takie sytuacje i ręce mi drżały ze złości. Ale z drugiej strony mając na uwagę naszą dzielną i zawsze sprawiedliwą policję to czasami strach za sygnalizator wyjeżdżać, bo można przysłowiowo "zarobić". O takiej sytuacji też słyszałem....
mnie sie przytrafila taka syruacja, ze jechalem sobie dosyc szybko, mialem glosna muzę w furce . nie patrzac w lusterko wsteczne mknalem sobie do przodu. nie zorientowalem sie nawet ze juz od kilku chwil jedzie za mna policja na sygnale. dopiero mnie pod blokiem dojechali. mysle ze kreta droga i glosna muza byla przyczyna takiego zachowania...czy cos takiego...
mysle ze przypadek dosyc podobny. 8)
karetki jak karetki ale mnie denerwuje młodziez z mp3 albo mp4 na glowie.chcesz sobie wjechac na osiedle a tu ci sie trafia jakis pajac co idzie srodkiem ulicy
nie uzywam klaksonu.wole podjechac jak najblizej i porzadnie przegazowac zawsze spier jeszcze nie trafil sie taki coby go nie ruszył ten dzwiek
_________________ Jak Ci powiedzą ze lejesz wode to powiedz ze temat jest jak rzeka
Wydaje mi się że w takich sytuacjach więcej jest raczej bezradnych kobitek które staną na środku w nadziei, że karetka cudem sama je ominie starszych panów w kapeluszach, którzy wogóle nie dostrzegają karetki lub zjeżdżają 2 cm żeby zderzaka nowiutkiej np Dacii Logan lub Fabii o krawężnik nie zarysować
Ja kilka lat temu byłem świadkiem jak przez ok 7-10 minut karetka na sygnale z kierowcą opartym o klakson i mrugającym wszystkimi mozliwymi światłami jechała za małym busikiem na ukraińskich numerach w okolicy bochni na trasie A4 kiedy ta jeszcze nie była rozkopana! szlak mnie trafiał gdy widziałem bezradność karetki która nijak nie mogła wyprzedzić tego zawalidrogi! Najbardziej zaskoczyła mnie reakcja ukraińskiego kierowcy na widok zjeżdzających przed nim aut! (oni widzieli i słyszeli karetke a on nie!) Myslał chyba ze skoro wszyscy zjezdzają na pobocze to po to zeby on mógł sobie swobodnie w żółwim tempie ich wyprzedzać! Może myślał ze w polsce auta na ukraińskich blachach mają jakieś przywileje zorientował sie dopiero po dobrych kilku przejechanych kilometrach co jedzie za nim! Miałem wtedy nadzieje że w karetce lezała jakaś kobieta wieziona do porodu lub inny łagodny przypadek a nie jakaś ofiara wypadku lub zawału serca! Bo o ile poród w karetce moze sie odbyć tak np. operacja na otwartym sercu juz nie!