Witam Was.Przedwczoraj dziwna rzecz się stała.Brykałem troche z chłopakami moją brunchildą i wpadliśmy na zajazd autobusowy na dworcu i zrobiłem pare bączków.Później wyjeżdżałem spowrotem na drogę.1 pełny gaz, potem dwa, ogień i koła boksowały na 2 biegu jeszcze dlugo bo było mokro na asfalcie.I nagle coś zaczęło się tłuc tak: tuktuktuktuk.Na pewno o nic nie zachaczyłem bo droga była równa.Co więcej myślałem że to od tej ostrej jazdy.Zatrzymałem się.Oglądam koła zaglądam pod spód.Nic nie widać urwanego skrzywionego ani nic w tym stylu.Musialem ruszyc kawałek i zjechac z drogi.Normalnie czuc było wibracje w podłosze.Stanąłem zgasiłem wóz i próbowalismy przepchac auto do przodu i do tyłu aby spr co to stuka przyłożyłem ucho i slychac bylo takie jakby ocieranie o podłogęw środkowej czesci auta w podwoziu.Czyli może wał? Bo jak sie auto toczy wtedy to słuchać.No ale auto miało moc chodziło ogólnie bez zarzutu, więc nie chciałem zostawać go byle gdzie to mówie zajade na osiedle pomału.I nagle ustało to stukanie.Po trochu coraz ciszej i spokój już.Wczoraj pojechałem bryką do szkoy do kraka i jest cicho.Co to mogło być? Może kota gdzieś mi wciągło w wał i stukał głową o podłogę dopóki nie wypadł? Pozdro
_________________ Marne są ludzkie nadzieje, wobec porządków świata.