Kiedy kupowałem samochód nie miał gazu. Miał dziurawy tłumik więc ryczał jak dziki i silnik kulawo chodził na wolnych obrotach (przerywał, obroty falowały). Po tygodniu założyłem gaz (II gen) i w sumie nie obchodziło mnie jak chodzi na benzynie bo było ciepło. Na gazie chodził podobnie, też trochę falowały obroty i lekko przerywał , ale sporo mniej niż na benzynie.
Pojeździłem pare tysi na gazowni.... i ostatnio jest coraz gorzej. Zaczęło się od tego, że po odpaleniu rano obroty szły na chwile w górę i spadając w dół schodziły coraz niżej, silnik zachowywał się jakby miał wypaść z budy zazwyczaj gasł. Po kilku przygazówkach pomagało i trzymał wolne ale kulały.
Ostatnio sytuacja się nasiliła do tego stopnia, że silnik przerywa i nie chce jechać na benie aż do mniej więcej 3000 rpm, toczy się ale strasznie słabo. Na gazie jeździ dobrze w całym zakresie obrotów, wolne obroty nie są zbyt stabilne ale poza tym chodzi dobrze.
Podsumowując, na benzynie nie chce jechać za bardzo do 3 tysi, wolne obroty niestabilne, silnik przerywa, coś takiego dzieje się chyba tylko na zimno.
Na gazie: jest dużo lepiej, troche niestabilne wolne obroty na zimno. Na ciepło jest lepiej.
Co tu robić? A może jest w Wawie jakiś dobry magik który odszuka usterke i nie skasuje mnie jak Osowiecki?
Silnik krokowy do słoika ze spirytem na 12 godzin. Potem osuszanie, montaż, czyszczenie świec i dobre dociśniecie kabli WN. Potem kasowanie motronicka, modlitwa, odpalenie i czekanie na efekty.
"¤ Potrzebna pomoc Warszawa." To jest post gdzie podobne objawy znalazly swoje rozwiazanie w moim bocianie. Poczytaj moze to cos pomoze . Milego moczenia... i oby sie udalo